środa, 30 kwietnia 2014

ODCINEK I

Był wczesny poranek. Deszcz mieszał się z gęstą mgłom na dworze. Zimno. Za oknami szyb, słychać było dziwne pogwizdywanie,  jakby coś w rodzaju wiatru, lecz to nie był wiatr, gdyż suche gałęzie drzew, wcale się nie poruszały. Caroline nie mogła zasnąć tej nocy, chociaż to nie pierwszy raz. Cały czas ją coś dręczyło. Już sama nie wiedziała, co się dzieje. Początkowo myślała, że to tylko krótka bezsenność, lecz trwa już ona jakieś 10 dni. Zmęczona wstała i podeszła do okna. Nie czuła sił na kolejny dzień bez snu. Była wykończona.
Gdy znalazła się przy oknie, ujrzała swego ojca w garniturze, z wielką walizką, wsiadającego do czarnego Volkswagena. Wiedziała już, że pewnie znów wyjeżdża na jakieś, według niego, ważne spotkanie. Znów czekał ją samotny weekend, gdyż matka już wczoraj postanowiła wyjechać, załatwić jakieś bezsensowne interesy. Straciła wtedy jakiekolwiek siły i chęci do życia. Na szczęście w domu pozostał jej starszy brat Matthew.
Gdy auto ojca odjechało, dziewczyna podeszła do biurka i ujęłam w dłoń swój telefon. Widniała na nim godzina 7:00 rano. Westchnęła cicho i odłożyła go na miejsce. Była zdezorientowana, nie wiedziała co ma pierwsze zrobić. Po niedługiej chwili, jakby na palcach podeszła do szafy stojącej blisko biurka i szukała rzeczy.
                                                           `----------`
Jej pokój był, jakby to powiedzieć,  w artystycznym nieładzie. Znajdowało się w nim łóżko, które stało na przeciwko drzwi, biurko a obok niego mała szafa. Oraz regał z książkami, który znajdował się obok okna. Na ścianach można było ujrzeć wiele wspaniałych szkiców, wykonanych przez samą Caroline. Większość z nich przypominało czarne postacie, smutne, zniszczone. Nad biurkiem wisiała tablica z przypiętymi kolorowymi karteczkami. Każda z nich była zapełniona. Na ścianie można było jeszcze dojrzeć tylko szary, plastikowy zegar, który jakby najmniej pasował do tego pomieszczenia. Ściany miały wyrazisty, ciemny, fioletowy kolor. Natomiast na podłodze znajdował się purpurowy dywan.
                                                           `----------`
W momencie gdy znalazła czerwoną koszulkę, udało jej się pochwycić czarne spodnie. Jeszcze tylko wzięła ze sobą bieliznę i poszła do łazienki.
Gdy wychodziła z pokoju, w tym samym momencie raczył się obudzić jej brat. Był od niej starszy o dwa lata. Choć nie zawsze można było to zauważyć. Caroline wiedziała, że gdy tylko wyjdzie on ze swojego pokoju, będzie chciał wejść do łazienki, więc czym prędzej pognała do niej. W  momencie zamknięcia drzwi, z pokoju wyszedł Matthew. Przystanął na moment, we framudze drzwi i przetarł swe ciemne oczy. Stał w samych bokserkach, więc odczuwał lekki ziąb. Po chwili podszedł do drzwi łazienki i chwycił za klamkę. Ku jemu zdziwieniu, drzwi były zamknięte, więc donośnym głosem zapytał:
-Caroline,  jesteś tam?
-A  kto inny mógłby być? - odpowiedziała, tym samym zadając pytanie.
-No nie wiem, może tata?
-Już pojechał.
-Jak to? Przecież miał najpierw ze mną jechać do sklepu.
-Nic z tego, zmył się już jakieś 15 minut temu.
-Cholera.- syknął.
-Co? - spytała dziewczyna.
-Nic, pospiesz się.
-Nie, byłam pierwsza.
-Caroline, proszę. Mam potrzebę.
-Musisz chwilę zaczekać, albo idź na dół do ubikacji.
-Ale ja wole tę łazienkę.
-Przykro mi, byłam pierwsza.
-No ej! - wrzasnął i uderzył pięściom w drzwi.
-Uspokój się.
Nic nie odpowiedział. Usiadł na schodach i z niecierpliwością czekał na to, aż jego młodsza siostra opuści pomieszczenie, na którym w tym momencie tak mu zależało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz